Puchar Kamikadze Ostatnia Misja

July 13, 2017

Puchar Kamikadze (ostatnia misja) to InO, która z zasady jest trudna. Na miejscu zastanawiałem się na co się porwałem! Dojazd pociągiem, krótki nocleg na sali i o świcie pobudka i jedziemy z bazy na miejsce startu. Dostaliśmy tam równo ze startem (interwałowym) trzy dokładne mapki z dobiegiem do pierwszego PK. Trzeba było wybrać odpowiednią, żeby trafić w odpowiedni punkt:) Jako jedyny  od początku ruszyłem na azymut. Na PK1 czekał ukryty wóz pancerny(?) z żołnierzami. Przekazali mapy 1:25 000 i tutaj było zaskoczenie. Okazało się, że nie ma na nich dróg oraz zabudowań. Są warstwice i las, linia kolejowa i droga krajowa i cieki wodne. Wybór wariantu był trudny, gdyż punkty w środku mapy z wielu miejsc można było atakować. Coś tam wymyśliłem i ruszyłem na PK1. Jeżeli czytelniku nie biegałeś nigdy na mapie bez dróg to nie wiesz co straciłeś. Tutaj nie była to szczegółowa mapa do BnO tylko zrobiona przez organizatora ogólna mapa.

 Omijając płot dobiegłem do głównej ulicy wbiegam koło zabudowań, na szczęście była za nim droga, ciągle kontrolując kierunek skręcam na południe przez las, który robi się coraz bardziej gęsty, ale nie ma odwrotu, muszę trzymać kierunek a wpadnę w zagłębienie. Jest zagłębienie, chwila zastanowienia się, gdzie są te sławne punkty stowarzyszone? Żeby tylko na takiego nie trafić. PK zdaje się być tym zaznaczonym na mapie więc lecę dalej. Omija opłotowanie cmentarza(?) trzymam się długo ulicy do momentu w którym odbijam na północ i przebiegam przez budowaną obwodnicę(?) Przy stawie przy którym stał PK5 było kilka osób, którzy chyba nie przeszkadzali nikomu w imprezie. Wiadomo, staw raczej publiczny nie jest. Przy PK6 trafiłem na stoważysze, ale podbiłem odpowiedni PK. PK7 to istna masakra. Nawigowałem się od SE obniżeniem między górkami. Trafiłem w młodnik (dosyć duży i gęsty)  i uznałem, że w nim powinien stać PK, ale przeczesywałem dalej teren. Znalazłem na lampiony, jeden ewidentnie na nie tej co trzeba górce. Górki naprawdę niewiele od siebie się różniły, 1-2m wysokości. Ostatecznie namierzyłem się od muldy, ale brak kreseczek przy warstwicach na całej mapie utrudniał sprawę. Doszedłem na górkę na której pierwotnie myślałem, że jest stowarzysz. Nie będąc pewny na 100% czy namierzałem się z odpowiedniego miejsca, podbiłem PK i poleciałem dalej. Kolejne PK, kolejne łamigłówki. Do PK13 namierzałem się na podstawie krzyży przydrożnych. Na górce był słupek geodezyjny, ale nie widziałem PK. Tutaj powstał problem regulaminowy. Jak daleko od słupka musi stać lampion, żeby był uznany za stowarzysza ? Czy jeżeli stoi 5 metrów od niego to jest to PK prawdziwy czy stowarzysz ? Pobiegłem bez podbijania.
Do PK 10 był ciekawy długi przebieg. Zauważyłem wieże telekomuniakcyjną i krzyż na górce na mapie. Uznałem, że to najwyższy szczyt Wielkopolski, Kobyla Góra! Uda się zdobyć ten szczyt :) Wybrałem dobieg szlakiem, bo gdzież indziej mógłby prowadzić? 
PK9 to trudno widoczny znak geodezyjny, ukryty za kępą zarośli. Lampiony nie widziałem. 
Kawałek za PK9 miałem dylemat w którą stronę pobiec. Ulica szła trochę bardziej na południe w kierunku lasu, który nie był zaznaczony. Wybrałem bieg łąką koło rowu. Jak się okazało mogłem biec ulicą, na którą potem wybiegłem. PK14 trochę obiegłem nie chcąc trafić na krowy i rolnika. Tutaj mogłem nawet podbić zły PK, ale dobrze, że w odpowiednim momencie przeczytałem mapę. Po wybiegnięciu napiłem się i coś tam poprawiłem przy torbie. 
Dobieg do PK utwardzoną drogą gruntową z wiatrem. Latem to nie było przyjemne, gdyż zrobiło się naprawdę ciepło. Mapa posłużyła mi za wachlarz. Nie przejmowałem się pilnowaniem pozycji, gdyż przyzwyczaiłem się do tego, że PK są tak ustawione, że jak wpadnie się na odpowiednią drogę to się nią dobiegnie prawie do PK :) 
PK8 i stało się to. Gdzie jest moja karta startowa!? Musiała wypaść jak przekładałem bidon za PK14... Podbijam na mapie, może mi zaliczą. Ten przebieg dał mi się we znaki, więc nie miałem zamiaru tam wracać, żeby potem znów cofać się tą samą drogą na punkty środkowe. Pobiegłem najpierw zaliczyć na mapie PK2,4,3 i punkt z wodą. PK2 minąłem o kilka metrów celując za pierwszym razem! Potem trochę się nachodziłem i nakierowywałem, ale znalazłem. PK na delikatnych muldach są trudne, praktycznie to punkt z cyklu: drzewo w środku lasu. Na PK4 wpadłem w najładniejszą przecinkę w odpowiednim momencie pobiegłem na azymut i dobiegłem szczęśliwy do strumyka. Kuźwa, w którą stronę teraz. Warstwice nie pomagały. Już miałem iśc w jedną ze stron, kiedy zauważyłem, że stoję koło PK. Hura, perfekcyjnie obrany azymut :) Niekoniecznie. Jak się okazało to był stowarzysz. Nawet o tym nie pomyślałem. Punkt trudny, gdyż nawet jak ktoś chciałby się nawigować od zakrętu strumienia to nie znalazł by go pewnie. Tak wyszło mi z analizy zdjęć satelitarnych. Zakręt był bardziej łagodny i długi. Należało spróbować atakować od terenów otwartych, chodź było one daleko od PK, albo mieć szczęście. 
Do PK3 sporo biegłem na azymut, w końcu jakimś duktem leśnym trafiłem na kilka osób z innej trasy, którzy z zaciekawieniem przyglądali mi się (?) Oni pobiegli drogą a ja wpadłem w środek lasu, chodź do końca nie wiedziałem gdzie jestem. W końcu wycofałem się i wyszedłem na teren otwarty, żeby określić swoją pozycję. Potem było łatwo. Punkt z wodą był zbawieniem w ten ciepły dzień. Większość biegu odbywała się na terenie otwartym więc chciało się pić przy tym Słońcu. Miałem grubo ponad 25 km, więc wiedziałem, że wyjdzie sporo powyżej 50 km. Uzupełniłem jedyny bidon do pełna i ruszyłem w poszukiwaniu zgubionej karty startowej. Wiał bardzo mocny wiatr, małą karta startowa została oddana na jego pastę.

  "O kurdę" leżała tam myślałem :) szczęście. Do PK15 przechodziłem niezaznaczonym tunelem pod krajówką, wystarczyło się schylić. Nie chciało się wychodzić na te prażące Słońce :D PK15 mnie zaskoczył, bo kropeczka była jakby bardziej od zachodniej strony a punkt był jednak po wschodniej. Co prawda rów był mały ale mocno zarośnięty i po prostu przeszedłem koło PK. Dalej to już na mapie pojawiają się dorgi...  Nie rozumiem, czemu org. narysował całą drogę do PK16(?) Zbyt łatwo. Na mapie wiele nie ma, ale w rzeczywistości przebiegało się przez miejscowość i było tam kilka innych dróg. Minąłem się z innymi biegaczami. Wracali Z PK16, chciałem spróbować ich dogonić. Zaryzykowałem z PK16 podbieg na górę, gdyż PK17 trzeba było atakować od południa a oni będą bardziej od północy. W pewnym momencie zauważyłem kogoś na PK17 (mógł byc stowarzysz) i biegłem w tamtą stronę licząc rowy. Niektóre były tak małe, że dopiero jak wpadłem w coś bardziej mokrego od suchej łąki to się orientowałem, że to rów z mapy. No i teraz PK18, zaznaczony w środku strefy niebezpiecznej. Akurat były tam inne osoby więc razem z nimi atakowaliśmy od północy. Co ciekawe były tylko w spodenkach i były odważne :) Tutaj uwaga, w takich trudnych biegach, obowiązkiem regulaminowym powinny być długie spodnie. Przedzieraliśmy się przez bagno porośnięte tatarakiem lub innym ustrojstwem wyższym od człowieka. W końcu wyszliśmy z tego i odeszliśmy do suchszego gruntu na którym rosły pokrzywy do głowy. Takty była prosta ręce do góry, bo są nie osłonięte. Chłopaki jak się okazało pobili stowarzysza, ja na mojej trasie miałem inny PK do zaliczenia, trochę łatwiejszy nawigacyjnie. W końcu pochodziłem wyrobioną w pokrzywach ścieżką wzdłuż rowu i znalazłem swój PK w gąszczu stowarzyszy :D HA,HA!
Tutaj lekcja dla innych, duże pokrzywy są mniej jadowite od średnich.
PK20 odnalazłem skrzyżowanie rowów, ale PK nie ma, już wyszedłem w kierunku kolejnego PK, kiedy mówię sobie: "weź zobacz jeszcze te baloty, może na nich ustawił, żeby nie wchodzić w pokrzywy" Nie ma, ale był na korzeniu obok :) To nie był stowarzysz, tylko PK jakieś 3 metry od skrzyżowania rowów, niewidoczny z tego skrzyżowania! Też powinno być w regulaminie, że PK jest widoczny z miejsca charakterystycznego w środku okręgu. W dobrym zdrowiu dobiegam do kolejnego PK i do mety. Czas jakoś 8:41, prawie 63 km i tylko jedne stowarzysz. Nikomu jeszcze nie udało się pokonać Pucharu Kamikadze na czysto. Zawody super ciekawe. Gdyby to było 90% lasu to nawigacja była by bardzo trudna. Tutaj biegną teren otwartym widać było charakterystyczne kontury lasów i było naprawdę super. Po biegu dla uczestników była pełna kuchnia jedzenia i ciepła woda :) 

 

 

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Featured Posts

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Recent Posts
Search By Tags

November 23, 2018

December 4, 2017

September 2, 2017

Please reload

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Follow Us
  • Facebook Social Icon
  • Twitter Social Icon
  • Google+ Social Icon
Puchar Lubuskiego w BnO
ks hades logo.png
logo_pzos_200_39.png
  • Grey Facebook Icon
  • Grey YouTube Icon

Facebook

Polub nas 

YouTube

Subskrybuj

© 2019 Paweł Jankowiak

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now