Nocny Marek 2018 Sypniewo

November 23, 2018

        Wersja do posłuchania

     17 października wieczór temperatura zbliża się do ujemnej, czuję głód biegania długodystansowego. Nakarmić ma mnie rogaining 8 godzinny. Po drodze do Sypniewa mijamy znaki informujące o polowaniu. Teren tu jest płaski w przeciwieństwie do terenów na północ od bazy. Na miejscu dostajemy zegarki do dodatkowego potwierdzania obecności na punktach oraz nadajniki GPS (całkiem dużo osób je otrzymało). Jest to duży plus gdyż mało kto udostępnia swój ślad po biegu... z innej beczki, po co są komunikaty startowe i regulaminy, kiedy uczestnicy dopiero przed startem dowiadują się o ważnych kwestiach. Dużo prościej wygląda to w orientacji sportowej, gdzie nie trzeba pisać regulaminów, gdyż jest jeden PZOS bazujący na IOF, ujednolicony dla całego świata. ​

            Otrzymujemy popularną mapę topograficzną, na wstępnie sprawdzam jaki jest dystans przy zebraniu wszystkich PK. Krzywomierz szwankuje, więc biorę w dłoń linijkę i wychodzi mi jakieś 75 km, czyli tyle ile jestem w stanie zrobić przy świetnej nawigacji. Oczywiście jest to niedokładny pomiar i może być 73 a może być 80 km. Nie chce rezygnować za szybko z jakiś PK, gdyż może się okazać, że dam radę zrobić w 8 godzin całą trasę. Wstępnie planuje biec na południe do 5F a kończyć od wchodu od punktów w lesie podmokłym. Po chwili zmieniam zdanie, gdyż w tym podmokłym lesie można skasować dużo punktów przeliczeniowych a PK 6C i 9C mógłbym odpuścić pod koniec biegu. Przebieg rywalizacji na mapie: http://sledzgps.pl/events/replay/134  Mój żółty przebieg z GPS orga można wyłączyć zostawiając różowy z zegarka.

             Ruszamy! Prawie wszyscy lecą w prawo za bramą a ja w lewo. Szybko zostaje sam i trafiam między bloki a jakieś po PGR zabudowania. Kuźwa, ja biegnę na 5F zamiast na wschód, eh, no to jednak zgodnie ze wskazówkami zegara... Udaje mi się dobiec do drogi bez pokonywania płotów, widzę kogoś kto biegnie przez pole, okazuje się to M. Jędroszkowiak. Droga się kończy, biegniemy przez pole i koło domu zbiegamy do rogu lasu. Dobiegam do 5F perforuje, ale co mam zrobić z tym zegarkiem ? Przytykam i już chce lecieć dalej gdy słyszę jak Michałowi pika ten zegarek, wiec przytykam bliżej i też słyszę dźwięk.  Wybiegam, ale Michał najwidoczniej miał inny wariant, gdyż nie biegnie za mną. Do 6C początkowo trafiam na niezaznaczoną przecinkę i było trochę emocji. PK błysnął już po wybiegnięciu z lasu. Jak się okazało na śladzie, był trochę źle ustawiony. Wybieg od PK sprawił dużo emocji gdyż ciężko było odnaleźć zaznaczoną na mapie drogę. Droga skręca z lewej ślady dawnych zabudowań, to będzie ta. W lesie słyszę strzały, ktoś jeszcze poluje ? Dobiegam do Biegocina a tam wybiegają psy, gospodarz próbuje je uspokoić a ja skracam przez jego pole. Wbiegam w las, niedaleko jest do PK, można biec na azymyt, lampion powinien być dobrze widoczny. Las staje się podmokły, zastanawiam się czy szukać przy tym bagnie, ale opis jednoznacznie mówi, że punkt jest przy stawie więc lecę dalej i znajduje 9C. Wybiegam, teren otwarty z wysoką roślinnością bagienną, tylko aktualnie jest sucho :) Skaszam kawałek przez pole dobiegam do drogi, biegnę i staję coś kierunek nie do końca pasuje, przy skrzyżowaniu poważnie zastanawiam się gdzie jestem. W końcu domyślam się i biegnę z bagażem nadrobionych metrów. PK 3C łatwo wchodzi.

           Zawody organizowane przez Adventure Sport, kojarzą mi się z takimi PK jak:  skrzyżowanie przecinek, skrzyżowanie przecinki z rowem, koniec przecinki, szczyt górki, róg lasu.

          Do 7C chce spróbować biec po kresce, ale za dużo tego biegnięcia nie była ze względu na gęstwiny, itp. Atak na PK od wchodu sprawił trochę emocji :) Do 4A przebieg szeroką drogą, próbowałem skosić pod koniec, ale tylko na tym straciłem. Przed 4A wyprzedzam znajome twarze z Poznania. PK przy Łobżonce miały rozświetlenie, bez podanej skali ;) Za daleko pobiegłem na północ, nie chciałem niepotrzebnie zbiegać, nie będąc pewnym gdzie jest PK. W pewnym momencie wiedziałem, że nie wiem gdzie jestem ;) Widzę na południu inne wzniesienie i przedzieram się tam aż trafiam na odblask. Do punktu idą osoby które wyprzedałem przy poprzednim. PK 6B stał nad rzeczką, na przewróconym drzewie, uff nie zamaczam nóg.

               Do 3A trochę za wcześniej zbiegam. Do 5A mam do pokonania Łobżonkę. Liczę, że organizator tak  zaplanował trasę, że jakieś zwalone drzewo będzie w okolicy. Dobiegam do zakrętu granicy województw na rzeczce i rozkminiam w którym miejscu ją przejść, może dostrzeże wielkie przewrócone drzewo? Ostatecznie z pomocą kija próbuje przejść przez cieniutkie drzewo. Jest to ryzykowne, gdyż może zakończyć się kąpielą, zamiast zmoczeniem tylko nóg. Ja i drzewo trzęsiemy się jak osika. Emocje były do końca. Przechodzę na drugą stronę. Zgarniam PK i podciągam średnie tempo na kolejnym przebiegu. Wybiegam z lasu biegnę w kierunku Łobżanki przy której powinna być droga. Widzę mocne światła jakiegoś samochodu w oddali. Drogi w terenie nie ma, jest za to dobrze przebieżna łąka. Światła okazują się pochodzić od kajakarzy z trasy Adventure. Niektórzy myśleli, że jestem z trasy AR i wracam się po coś :D Na łące przez 200 metrów biegnę przez mleko. Sam PK 7B łatwo wchodzi biegnąc przy rzeczce.

                 Za 7B trafiam na VW Golfa i osobę, która pewnie wystraszona silnymi światłami na Łobżance, spytała mnie się o co chodzi. 8D atakuje od południa, chodź niektórzy niepotrzebnie nadrabiali przewyższenie biegnąć od północy. Teren przy tym Jez. Stary Wersk w innym roku byłby mocno podtopiony. Do 4F lecę wzdłuż lasu jakimś wałem. Mijam chyba wystraszone dziewczyny i nadrabiam przewyższenia wbiegając tam gdzie stały. Dobiegam do łąki, suchego rowu i znów straciłem orientację, łąka była duża, czyli to ta na południe, ale biegnę się upewnić do pobliskiego rowu. Rów ma dużo wody, więc to będzie Łobżanka, przemieszczam się na północ przez las granicą kultur, z lewej las jest podmokły, dobiegam do łąki jest jakiś rów, biegnę na wschód, widzę że ta łąka łączy się poprzednią i po kierunku ułożenia lasu wiem już gdzie jestem. 7,5 minuty w plecy.

                Do następnego PK niby miało być łatwo, ale nie mogę znaleźć mostu na strumieniu Stolunia. Biegam tam i z powrotem, znajduje jakieś nie najgłębsze miejsce do przejścia.  Biegnę trafiam na płot, który muszę pokonać dwukrotnie. W koło las podmokły. Biegnę pełny niepewności gdzie jestem, teren przestaje być przebieżny, biegnę trochę w wyższe rejony, gdzie będzie sucho i trafiam na niewyraźną drogę.  Z lewej strony ciągnie się grzbiet, co mnie trochę uspokaja, ale ciągle nie wiem do końca w którym miejscu jestem. W sporej odległości od lampionu dostrzegam odblaski, uff, wyglądają jakby ktoś stał w kamizelce. Wybiegam od PK jakimiś świeżymi przecinkami w młodym lesie. Trafiam na zabudowanie, staram się je wziąć łukiem ;) Dalej trafiam na grząskie pole, które muszę pokonać, koszmar. Dalej idzie łatwo.

              Na starcie ubrałem się dosyć grubo w porównaniu z tym jak ubierałem się w ostatnich miesiącach, po kilku km miałem ściągnąć drugą warstwę z siebie, ale nie było o tym mowy, w nogi nawet było mi zimno.

                9A todługi przelot asfaltem do 9B. Próbuje się napić, ale nie leci, czyżby się woda skończyła? Nie, woda po prostu zamarzła w rurce, już wcześniej była zimna. Wkładam wężyk pod warstwy ubrania przy ciele, co potem daje świetny efekt w postaci ciepłej wody, tylko sam plecak też mogłem włożyć pod zewnętrzną warstwę. 

                Do 8C fajnie wychodzi przebieg, szkoda, że organizator nie udostępnił międzyczasów z zegraków, bo te na podstawie GPSa dziwnie wychodzą. Do 3D przebieg nie był najłatwiejszy, ale jeszcze nie chciałem odpuszczać punktów, 4:40 na punkcie.  

               Na przebiegu do 6F czujnie wszedłem w granicę kultur króta była zaznaczona jako przecinka na mapie a nią prosto na punkt, pokonując po kolei górki. Punktu nie było, była tylko taśma organizatora, ale dla pewność przejrzałem rejon. 

              Kolejny przebieg, pojawia się płot, który obiegam i po wbiegnięciu na drogę biegnę w złym kierunku. Cholera przecież sprawdziłem kierunek po wbiegnięciu, kompas się może nie uregulował. 5D to ciekawa historia, będąc na skraju bagna dostrzegam odblask. No to biegnę brzegiem bagna na zachód po czym skręcam za nim na wschód do punktu. Punktu nie widzę za to ja jestem na "półwyspie" a punkt świeci dalej! Zastanawiam się czy nie jestem w tym samym miejscu co poprzednio, i znów obiegam na zachód i potem na wschód. 

            Przed PK 5E była zmyłkowa droga, która miała być przecinką, a sama główna droga była dalej ze znaczkiem pieszego szlaku czarnego. Już wiem, że muszę minąć 4C. 6D na fajnym pomościku przy stawie. Przed PK 8A ktoś świeci po mnie czołówką, wręcz oślepia, to pewnie Michał więc się odzywam i zgaduje dobrze. Ciekawe jaki ma wariant, coś mi się wydaję, że prowadzę, teraz tylko na spokojnie, żeby nie popełniać błędów, ale też trzeba utrzymać dobre tempo. Trochę zasugerowałem się kierunkiem z którego przyszedł jak mi się wydawało i trafiłem na strumień za bardzo na wschód. 

         Do 6A chcę trafić od północy, mam oszczędny tryb w czołówce, zbiegam, patrzę pod nogi czuje odór zwierzęcy i nagle przede mną zdechły/zastrzelony jeleń. Szybko odbiegam. Las jest podmokły, za bardzo nie mam pomysłu gdzie jest PK a nie chce się pchać w bagno, wchodzę na drogę i idę na południe, wchodzę w las i dostrzegam odblask. Między mną a lampionem było spore rozlewisko. Jest oczywiście jedne wąskie drzewo na nim ~:D Biorę dwa kije o próbuje przejść, podbieram się nimi ale jeden wchodzi tak głęboko w wodę, że nie wiele pomaga. Po aż dwóch minutach emocji znów cało trafiam na przeciwną stronę. Od punktu biegnę na południe, muszę wrócić na drogę z której przyszedłem, może na południu będzie łatwiej i było. 

       Na przebiegu wciskam w siebie większość batona, jak nie zjem to mogę całkiem osłabnąć, pije bez problemów, ale słabo to się wchłania. 6E prosił się o atak na skos, ale górka a dalej płotu nie pozwoliły na skrócenie. Przed 5C trochę przedzierałem się przez samosiejki, potem na łące dostrzegłem światło co ułatwiło mi trafienie na PK. Ktoś się pyta o coś i czy biegnę do bazy, hehe jeszcze kilka PK przede mną i nie mam czasu na wyjaśnianie. 

      Przed 8B wybieram drogę zamiast przecinki, która z tego co widziałem była zdecydowanie lepiej przebieżna, moja droga była przeryta przez dziki. Ciągłe mierzenie ile jest do mety w zależności od tego które PK wezmę. Może uda się zgarnąć jeszcze dwa, a najwyżej się trochę się spóźnię, cholera ile to było punktów ujemnych za rozpoczętą minutę spóźnienia ? Szkoda, że muszę zrezygnować ze wschodnich punktów. Do wiaduktu (PK 4B) biegnę pozostałościami po linii kolejowej, ciekawe czy szybciej nie było by równoległą drogą?

       Został jeden punkt chyba nie zdążę, ale trzeba pędzić, żeby stracić jak najmniej, do pokonania górka. Odbijam z uliczki w pole, cholera grząsko, jeszcze telefon do mnie i pytanie czemu nie biegnę do bazy (myśleli, że limit jest do 12). Jednak ktoś śledzi rywalizację :-P WIdzę odblask, jest nadzieja ! GPS w zegarku mi padł, nie ma czasu na włączanie gpsa w komórce, zwłaszcza, że będzie ślad z GPS organizatora. Za 7D łąka i pole. Obiegam górkę a tam brak dróg, zaraz jakieś szuwary, cholera teraz to już po mnie. Obiegam je, wpadam praktycznie na podwórko komuś pies szczeka na szczęście nie atakuje , dobiegam do drogi uff.  Pędzę, przynajmniej tak mi się wydaje. Zbliżam się do drogi i nagle analizuje, że zdążę nawet umiarkowanym tempem. Biegnę szybko nie chce celować do sekundy, zwłaszcza, że mój pomiar mógł być niedokładny, światło z czołówki przygasa, w każdej chwili może się wyłączyć. W plecaku miałem zapasową czołówkę, ale szkoda czasu na zmianę. Co kawałek mierze dystans i pozostały czas. Wbiegam do Sypniewa, z lewej Strażacka, ale to niestety to jeszcze nie ta, bo widać by było  szkołę. Zostaje niecała minuta! Pędzę, szkoła coraz bliżej. Wpadam, gdzie jest sędzia i pomiar czasu? Należy się odbić na chipie! Kurde, ale 6 sekund na moim zegarku jestem przed limitem, pytanie od którego momentu liczył org. Szybko dowiaduje się o wyniku 175 punktów a Michał 160, chyba wygrałem :) Nocne 73 km pokonane w niebylejakim terenie.  WYNIKI

           Następne start to Wilga Orient w Otorowie. Na szybko stworzyłem na Wilgę mapę do BnO w bardzo fajnym terenie. Mimo, że nie wiele spędziłem w terenie to powinniście czuć się jak na bardzo dokładnej mapie, chyba, że Seba puści nas w obszary mapy które nie sprawdzałem :P  6 dni później kolejne 8 godzin na Rogainigu Mikołajów w Lginiu. Raczej GP Hadesu dzień wcześniej odpuszczę. Po tych zawodach trochę robi się strasznie, w kalendarzu są dopiero Śnieżne Konwalie. Można coś potrenować ;)

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Featured Posts

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Recent Posts
Search By Tags

November 23, 2018

December 4, 2017

September 2, 2017

Please reload

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Follow Us
  • Facebook Social Icon
  • Twitter Social Icon
  • Google+ Social Icon
Puchar Lubuskiego w BnO
ks hades logo.png
logo_pzos_200_39.png
  • Grey Facebook Icon
  • Grey YouTube Icon

Facebook

Polub nas 

YouTube

Subskrybuj

© 2019 Paweł Jankowiak

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now